SZARA STREFA

Piotr Zawadzki

Story

Chciałbym powiedzieć kilka słów na temat "szarej strefy". Jestem przekonany, że jeśli w zdrowy sposób nie zrozumiemy tego czym jest działanie w "szarej strefie", nie będziemy skutecznie nieść Ewangelii w XXI wieku - a przynajmniej wystarczająco szeroko, by ująć wszystkie subkultury naszej rzeczywistości społecznej.


SZYBKO ŁATWO PRZYJEMNIE
Funkcjonujemy osadzeni w schematach i stereotypach. Z jednej strony takie patrzenie na ludzi i otoczenie niesamowicie ułatwia sprawę, z drugiej, prowadzi bardzo często do błędnych wniosków. Obserwujemy "dresiarza" idącego za staruszką i myślimy, że na pewno ukradnie jej torebkę. Widzimy człowieka z dużą ilością tatuaży i już wiemy, że jest po odsiadce. Widzimy jak ubrany na czarno młody chłopak idzie, słuchając ostrej muzyki - i już wiemy, że to satanista. Głupio, kiedy okazuje się, że dresiarz to wnuczek starszej pani, wytatuowany to chrześcijański artysta, dzięki któremu setki ludzi usłyszały o Jezusie, a chłopak ubrany na czarno, lubi czarny kolor i ostrą muzykę, ale nie ma w tym żadnej ideologii.


CZARNE I BIAŁE
Patrzymy na rzeczywistość w prostych kategoriach - czarne i białe. Oczekujemy, że zrozumiemy coś na pierwszy rzut oka i od razu śpieszymy z wyjaśnieniem - bo jesteśmy wręcz uzależnieni od wyjaśniania i opiniowania - to część naszego grzechu, bardzo silnie związana z pychą (wśród chrześcijan szczególnie rozwinięta - bo przecież znamy prawdę, więc mamy opinię na każdy temat, przeważnie zawsze słuszną, czyż nie?). Nie szukamy ukrytych motywów, nie próbujemy zrozumieć sytuacji w ich zawiłości. Nasza ocena jest szybka, ostateczna, prosta - bo albo czarna albo biała. Problem polega jednak na tym, że wiele spraw i ludzi porusza się w obszarze "szarej strefy" i wcale nie jest taka prosta do skategoryzowania i wydania jedynie słusznego osądu. Postrzeganie szarej strefy wymaga myślenia, a z tym mamy problem. Obserwujemy taką "szarą strefę" w życiu Jezusa. Ilekroć robił coś w "szarej strefie" był osądzany przez obserwatorów, którzy szli na łatwiznę. Jezus rozmawiając z prostytutką w ich ocenie był grzesznikiem a udając się do domu celnika, wrogiem narodu (jakie to proste i logiczne). Jezus reinterpretując sabat był buntownikiem, a wypędzając demony był złem wcielonym, dającym sobie „sztamę” z samym Belzebubem. Za każdym razem kiedy Jezus robił coś w "szarej strefie" - czyli takiej przestrzeni w  której powierzchowne oceny, czyli to co się widzi na pierwszy rzut oka, są mylne - był odgórnie przez swoich adwersarzy skreślany, atakowany, szufladkowany. Jedno ich spojrzenie sprawiało, że stawali się ekspertami od jego motywacji i serca. Szkoda, że nie zdawali sobie sprawy z  tragedii swojej pomyłki. Nie rozumieli zasady "szarej strefy". Oceniając Jezusa oceniali świętego Boga, znajdującego się z pozoru w nie-świętych sytuacjach. Świętość to jednak coś więcej niż aranżowanie grzecznych i odpowiednich dla obserwatorów sytuacji - to stan serca i świadomości, stan wnętrza. Jezus wyraźnie mówił swoim uczniom, że nie są z tego świata, ale są w tym świecie. To tak jakby mówił, że są w "szarej strefie" i muszą to zrozumieć. Chciał ich też ostrzec przed naiwnym pragnieniem postrzegania rzeczywistości w czarno-biały sposób. Jeśli oni - wysłannicy Boga - mieli być postrzegani przez opinię społeczną jako oszuści, kłamcy, szarlatani, omotani przez fałszywego mesjasza - musieli zrozumieć dlaczego tak będzie. Ponieważ ludzie będą oceniać ich w stereotypowy sposób.
Współczesny kościół coraz mniej rozumie czym jest szara strefa, zamiast tego próbuje się „wybielić”. Jeśli tego sobie nie uświadomimy, będziemy wierzyć, że duchowo kala nas wszystko co nie należy do naszej subkultury chrześcijańskiej - skończy się to zupełnym odcięciem od rzeczywistości, jak chociażby w przypadku Amiszów.


STRACH PRZED KOMPROMISEM
Boimy się funkcjonowania w szarej strefie ponieważ to pozbawia nas kontroli nad sytuacją, naraża naszą opinię na szwank, stwarza w naszym życiu etykietkę duchowego kompromisu, oraz naraża nas na pokusy. Jeśli jednak zrozumiemy, że prawdziwe chrześcijaństwo polega na utracie dobrego imienia, na konfrontacji z grzechem a nie naiwnej ucieczce do wyimaginowanego świata subkultury chrześcijańskiej, oraz faktu, że tak naprawdę nie kontrolujemy naszego życia, sytuacja ulegnie raptownej zmianie. Zrozumiemy, że jesteśmy powołani do mówienia o Jezusie w sytuacjach skrajnie nieprzystających do przesłania, które głosimy i o to właśnie chodzi. Jak inaczej ewangelia ma opuścić ciepłe mury kościoła? Czy kiedykolwiek łudziliśmy się, że to co głosimy pasuje do dziwacznych sytuacji tej zaburzonej przez grzech rzeczywistości?

ŚWIĘTY TATUAŻYSTA
Ostatnio czytałem świadectwo człowieka, który posiada największe studium tatuażu w Seattle (jego pseudonim artystyczny to Crash). Wydaje jeden z największych na całe USA periodyków o sztuce tatuażu. Do tego jest kochającym Jezusa chrześcijaninem. Jestem pewien, że wielu z nas nie poradziłoby sobie z szarą strefą w jakiej funkcjonuje ten człowiek, tatuując ludzi z gangów, zespołów metalowych, półświatka. Zadaje się z nimi, więc jest taki jak oni? Nie. Każda sesja tatuowania, to sesja z Jezusem w roli głównej. W jego studio tatuażu spotyka się kilka grup biblijnych, studiujących Słowo Boże i modlących się za miasto. Ta szara strefa, którą wielu nazwałoby kompromisem, okazuje się być trudnym powołaniem, jakże owocnym dla tysięcy ludzi, którzy przez działania tatuażysty usłyszeli o Jezusie i zostali zbawieni. Piękne jest to, że ten człowiek, mimo odrzucenia przez wielu chrześcijan, kocha kościół, poświęca swoje dobre imię i tatuuje dla Boga.
Tak, uważam że przebywanie w takiej strefie jest niebezpieczne. Nasz tatuażysta codziennie jest narażony na kompromis, ma częstą styczność z ludźmi proponującymi mu alkohol, narkotyki, seks, odrzucany przez wierzących i niewierzących, atakowany za to, że nie pasuje do stereotypu. To jest właśnie piękne w szarej strefie - wymaga ona od nas wiary i świętości serca. Nie trzeba tego mieć w zacisznym cieple kościoła. Inne przykłady bycia w "szarej strefie": muzyk niechrześcijańskiej kapeli, pisarz świeckiego czasopisma, wykładowca przedmiotu dalekiego od światopoglądu chrześcijańskiego. Czy oznacza to jednak, że muzyk żyje stylem życia pozostałych ludzi z zespołu, pisarz, akceptuje wszystkie treści czasopisma a wykładowca indoktrynuje młodych ludzi tym, w co nie wierzy? Czy muzyk podobnie jak pisarz czy wykładowca nie mogą być świadectwem tam gdzie są, w pomieszanych, mało klarownych okolicznościach szarej strefy? Wielu z nas doradziło by im ucieczkę - muzyk do kapeli chrześcijańskiej, pisarz do chrześcijańskiego magazynu a wykładowca do seminarium (a Marsjanie na Marsa!). Czy życie wolne od zgrzytów szarej strefy to nie życie ucieczki? Ja doradziłbym im - zostańcie, głoście Ewangelię tak jak potraficie - słowem czy przykładem. Kiedy odejdziecie, kto będzie tam głosił Ewangelię? Wielu z nas uduchawia ucieczkę. Czy jednak za tym nie kryje się po prostu bożek komfortu i potrzeby ogólnej akceptacji. Ci co rozumieją krzyż nie będą mieli problemu by zostać jak Jezus w "szarej strefie" i być świadectwem. Inni zdecydują się na życie bez zgrzytów i trudnych wyborów. Trudno jednak nazwać to życiem chrześcijańskim.