Lustracja i przebaczenie

Marek Kamiński

Rozmowa z biskupem Markiem Kamińskim o lustracji w Kościele Zielonoświątkowym w Polsce.

CHN: Kościół zielonoświątkowy zajął na ostatnim synodzie stanowisko w sprawie lustracji. Dlaczego synod chce, aby odbywała się ona bez sięgania do archiwów IPN?

Zdajemy sobie sprawę z tego, że duchowni zielonoświątkowi, jak i świeccy pełniący kościelne funkcje, nie byli i nie są bezgrzeszni. Niewątpliwie mógł istnieć pewien typ relacji ze służbami specjalnymi PRL będący grzechem. Miało to miejsce wtedy, gdy przynosiło szkodę innym ludziom, Kościołowi, Ewangelii. Po pierwsze więc, nazywamy zło po imieniu. Po drugie, pamiętamy jednak o podstawowym przesłaniu Ewangelii – przebaczeniu. Chcemy zająć się przeszłością w duchu przebaczenia, pojednania i miłości. Do tego potrzebne jest wyznanie grzechu przez grzesznika. Dlatego w przyjętym stanowisku wzywamy wszystkich, którzy podjęli świadomą współpracę z SB, aby to wyznali przed Prezydium Naczelnej Rady Kościoła. Będziemy się z nimi modlić o Boże przebaczenie. Otwieramy też możliwość do składania przed Prezydium NRK świadectw przez osoby pokrzywdzone lub świadków ich krzywd. I na tego rodzaju świadectwach chcemy się opierać. To są wartościowe i wiarygodne źródła. Skruszeni grzesznicy, pokrzywdzeni oraz świadkowie krzywd.  Nie mamy natomiast zaufania, i tu wracam do zadanego pytania, do esbeckich papierów. Zostały wytworzone przez ludzi związanych z demonicznym systemem. Nie sądzę, abyśmy mogli zawierzyć takim świadectwom. Dlaczego mielibyśmy to robić? Ufać Złemu? Kto miałby to czynić? Komisja kościelna? Czy jej celem miałoby być rozliczenie przeszłości,  czy ratowanie grzesznika? Przecież obraz, jaki wyłoniłby się z prac takiej komisji, byłby jednoźródłowy, a efektem – rozliczenia bez łaski.

_ A co stanie się,  jeśli skruszony grzesznik będzie się wybielał, mówił, że żałuje, że on tylko rozmawiał i nie wiedział, że to może szkodzić, a dzięki tym rozmowom wiele dla Kościoła zyskał?

Zobowiązaliśmy się do obrony dobrego imienia tych, którzy będą wyznawać swoje winy. I będziemy to czynić w tym zakresie, jaki obejmie wyznanie. Przecież to jest wyznanie Bogu przed duchownymi z prezydium. Duchownych można oszukać, Boga nie. Jeśli człowiek wybiela swój grzech, to robi to tak naprawdę przed Bogiem. Z mojej praktyki duszpasterskiej wynika jednak, że jeśli już ktoś dojrzeje do przyznania się do grzechu, to raczej oskarża się na wyrost, niż winę pomniejsza. Wierzę, że skruszony grzesznik jest prowadzony przez Ducha Świętego i że Duch ten będzie też asystował duchownym z prezydium. Chcemy leczyć, nawracać, pomagać, a nie potępiać, odsuwać, przekreślać.

_ Czyli po wyznaniu i przebaczeniu osoba taka będzie nadal mogła służyć Kościołowi?

Tak, choć nie zawsze w tym miejscu i charakterze, co dotychczas. Kiedy do Jerozolimy, po swoim nawróceniu, wrócił Paweł Apostoł, wielu się od niego odsuwało. Pamiętali o jego przeszłości. Musieli stopniowo nabrać do niego zaufania.

_ Taki sposób rozliczenia z mrokami PRL nie wyklucza jednak powstawania prac historyków, którzy zajrzą do archiwów IPN. Może się wówczas okazać, że wewnątrz wspólnoty były osoby nie tylko nieroztropne czy za mało powściągliwe, ale wręcz takie, które zostały pozyskane przez SB i delegowane do ciał kierowniczych poszczególnych wspólnot, aby rozbijać jedność Kościoła, aby prowokować konflikty między wyznaniami, aby podjudzać je do wzajemnej krytyki i aby zmuszać do schlebiania władzy, która np. wprowadziła właśnie stan wojenny?

Tak, szatan zawsze i na różne sposoby walczył z Kościołem. Mam tego świadomość. Ale teraz mówimy o domysłach. Zadaniem Kościoła nie może być ściganie domniemanych zbrodni, lecz ratowanie upadłych. W końcu materia, którą Kościół przede wszystkim się zajmuje, to życie wieczne. To, co tymczasowe i ziemskie, jest ważne, ale – bądźmy szczerzy – stoi na dalszym planie. My chcemy ratować grzesznika przed wiecznym potępieniem. Utrata dobrego imienia przed ludźmi to tylko cień prawdziwej wartości. Pan Jezus określił to słowami: „Cóż pomoże człowiekowi, choćby cały świat pozyskał, a na duszy swej szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za duszę swoją?”.  Niech więc Kościół zajmie się przede wszystkim pomocą człowiekowi w odniesieniu do wieczności, a historycy niech badają i oceniają doczesność. Działania Kościoła i działania historyków różnią się więc metodologią. Mają także odrębne cele. Jeśli historyk powinien stawiać sobie za cel poznanie faktów, to celem Kościoła jest pojednanie człowieka z Bogiem. Niech więc każdy zajmie się swoim zadaniem. Oczywiście wiem, że historycy zbadają dokładnie czasy PRL. I że prace te pokażą, zresztą już to pokazują, że zdecydowanie więcej było ludzi wiernych Bogu niż zdrajców, nieporównywalnie więcej niezłomnych niż takich, co upadli. A co zrobimy, jeśli  historycy odkryją jakąś bolesną dla nas prawdę? Będziemy się modlić, wezwiemy obwinionego, będziemy z nim rozmawiać, zachęcać do wyznania grzechów i nawrócenia, czyli ratować przed wiecznym potępieniem.

_ A co, jeśli ich nie wyzna?

Wówczas możemy usunąć go z funkcji kościelnych. Ufam, że przy takich rozstrzygnięciach będziemy wspierani przez Ducha Świętego. Że zanim podejmiemy decyzję, wysłuchamy wszystkich wiarygodnych świadków. Że uda nam się dotrzeć do pokrzywdzonych. Chcemy to wszystko robić w duchu ewangelicznej miłości, wzywając grzesznika do nawrócenia, a nie potępiając go. Kościół najpierw podaje rękę. Dopiero gdy zostaje odtrącona, dyscyplinuje swoich wiernych. Jezus miał i ma ręce zawsze otwarte dla grzeszników, choć wielu współczesnych to gorszyło. I tak jest do dzisiaj. Ale my musimy pozostać wierni Ewangelii – Dobrej Nowinie o przebaczeniu. __