Kościół w ubraniu roboczym

Piotr Karaś

Kogo to obchodzi?

"Nowa Nadzieja" działa w Polsce już dwadzieścia lat, "Teen Challenge" na świecie - pięćdziesiąt. Czas płynie, a problem narkomanii i alkoholizmu, zamiast topnieć, wzrasta.

- Już od 40 lat walczymy przeciwko narkotykom i narkotyki wciąż wygrywają - mówi w spocie wyprodukowanym z okazji jubileuszu "Teen Challenge" jego wieloletni przywódca Don Wilkerson.

Można odnieść wrażenie, że nic nie jest w stanie zatrzymać groźnej fali narkotykowej epidemii. Biją na alarm statystyki ONZ, przywołane przez liderów "Teen Challenge" podczas uroczystości rocznicowych.

- Na świecie mamy obecnie ponad 200 milionów narkomanów i alkoholików! Kogo to obchodzi? Jak powinien zareagować Kościół? Chrześcijańskie organizacje muszą walczyć ramię w ramię ze spustoszeniem, jakie wyrządza uzależnienie.

Problem jest wielki niczym Goliat, jednak nie może sparaliżować ludzi wierzących w Tego, który wszystko może. W czerwcu br. "Teen Challenge" International świętowało w Nowym Jorku "pięćdziesięciolecie cudów". W dniach 1-3 maja spotkaliśmy się w Łodzi w gronie przedstawicieli Misji "Nowa Nadzieja", Akcji Humanitarnej "Życie" i "Teen Challenge" Polska, by dziękować Bogu za to, co czyni w naszym kraju. Nieprzypadkowo mówcą tegorocznej konferencji "Powołanie i Pasja" był pastor Zbigniew Urbaniak, założyciel ośrodków w Broczynie i Łękini, prezes Chrześcijańskiej Misji Społecznej "Teen Challenge" w Polsce. Jak co roku gościliśmy też naszych duńskich przyjaciół - Johannesa i Ann Lis Fuchsów, a także przedstawicieli Norweskiej Fundacji "Bezpieczne Schronienie" - Asmunda i Krystynę Kilde.

Nie z uczynków

Konferencję w Łodzi zorganizowaliśmy nie po to, by wzywać do działania. Czasem wydaje się, że nasze zbory, przynajmniej niektóre, mają dość działaczy.

- Wszędzie jesteśmy rozliczani z działania, z tego, jaki mamy program, ilu pozyskaliśmy ludzi, jak duże jest nasze zgromadzenie, jak liczny jest nasz Kościół - mówili Fuchsowie. - Nie jesteś tu po to, by cokolwiek udowadniać!

W wystąpieniu otwierającym konferencję prezb. Marian Suski, dyrektor Akcji Humanitarnej "Życie", przywołał słowa z Listu do Efezjan 2,9 "Nie z uczynków!", a następnie przykład zmagań Matki Teresy z Kalkuty, która pomimo całej swojej dobroczynnej działalności przez długie lata czuła się daleka od Boga1 .

- Nie chodzi o to, byśmy zajmowali się Matką Teresą, ale by każdy wejrzał w samego siebie. Ważne, byśmy zostawili nasze uczynki, a najpierw szukali obecności Pana! - mówił pastor Suski.

- Czy jesteś tym, kim jesteś, bo robisz to, co robisz? Czy też robisz to, co robisz, bo jesteś tym, kim jesteś? - pytał pastor Urbaniak.

"Jego bowiem dziełem jesteśmy, stworzeni w Chrystusie Jezusie do dobrych uczynków, do których przeznaczył nas Bóg, abyśmy w nich chodzili" (Ef 2,10). Kolejność nie jest przypadkowa: najpierw nasza tożsamość w Chrystusie, a potem działanie. Nie może być inaczej.

Coś trzeba zrobić

Mówimy o powołaniu i pasji. Warto jednak spytać, czy wciąż jest w nas ten sam żar. Czy nie dzieje się tak, że praca, którą wykonujemy, stała się dla nas ciężarem? Jest na to prosty test. Przekonałem się o tym, uczestnicząc kilka miesięcy później w konferencji w Danii, na której przemawiał lider "Teen Challenge" z Wielkiej Brytanii.

- Czy jest ktoś, o kim myślisz, kogo rodzisz w bólach, by Chrystus był w nim ukształtowany? - pytał John Macey, nawiązując do Gal. 4,19. - Jeśli nie, to płomień przygasł. Coś trzeba z tym zrobić.

W miejscowości Herning w Jutlandii kilka lat temu powstała kawiarenka dla narkomanów, zwana "Hjørnestenen", czyli po duńsku "kamień węgielny". W Herning jest też zbór zielonoświątkowy. Siedemdziesięciosiedmioletni mężczyzna, należący do tego zboru, jest dziś oddanym pracownikiem "Hjørnestenen".

- 40 lat temu powiedziałbym, że nie chcę się zajmować tymi ludźmi, bo ponoszą konsekwencje swojego wyboru. Dziś zrozumiałem, że jest inaczej. Kiedy Lars założył "Hjørnestenen" w naszym mieście, zacząłem tam pracować. Trzeba ich kochać, musi nam na nich zależeć. Bez tego nie da się pracować.

Ten 77-letni mężczyzna u schyłku swego życia odkrył coś tak pięknego! Ujrzał iskrę Bożą w ludziach z ulicy i postanowił coś dla nich zrobić.

Wspomniany Lars Jensen, założyciel "Hjørnestenen", to skandynawski odpowiednik Nicky Cruza. Dziś zasiada we władzach duńskiego "Teen Challenge", jest kaznodzieją i ewangelistą. Kiedyś jednak był przestępcą i narkomanem. Gdy przemawia, często wraca pamięcią do czasów, kiedy sam zmagał się z uzależnieniem od heroiny. Opisuje swoje pierwsze spotkanie z chrześcijanami na ulicach Kopenhagi.

- Tam nie było budynku, nie było kazań, ale był Kościół… w ubraniu roboczym - opowiada.

Wtedy, wiele lat temu doświadczył, że ktoś go akceptuje, nie odrzuca, nie potępia.

- Co jest nie tak z tymi ludźmi, że częstują mnie kawą, rozmawiają, zapraszają do zboru? - wspomina swoje dawne zdziwienie.

Ludzie czekają na spotkanie z Kościołem "w ubraniu roboczym". Czekają, aż ktoś powie im o Bożej miłości.

- Komu zależy na tych dwustu milionach uzależnionych? Kto ich zechce? - pyta Lars. - Jezus!

Gdzie jest Kościół?

Dzięki współpracy z "Teen Challenge" otworzyliśmy w Łodzi Coffee House. Kilka tygodni temu Dawid, lider naszej łódzkiej kawiarenki, zabrał mnie do szpitala. Zapytał, czy moglibyśmy odwiedzić jednego z naszych znajomych z ulicy. Chodziło o Pawła. Poznaliśmy go w pierwszym dniu działania Coffee House'u. Stał samotnie na ulicy z reklamówką pełną puszek. Brudny, wątły, zagubiony. Jeszcze młody, bo zaledwie 45-letni mężczyzna. To jemu pierwszemu powiedzieliśmy, że wyszliśmy na ulicę, by powiedzieć mu, że Bóg go kocha. To w jego oczach zobaczyłem wzruszenie, gdy usłyszał te proste słowa. Zaprosiliśmy go na kawę, na Gdańską. Zapytał, czy w takim stanie - miał na myśli swój wygląd, zapach i bagaż - będzie mógł się tam zjawić. Bo skoro jest to kawiarnia, to ktoś może go wyprosić. Odparliśmy, że może, że czekamy właśnie na niego. Że to miejsce jest inne niż wszystkie. Że jeśli chce, może się tam udać od razu. Poszedł.

W szpitalu zobaczyłem go ponownie. Nagle uświadomiłem sobie, że od naszego pierwszego spotkania minęły miesiące. W tym czasie nasz znajomy zaczął regularnie odwiedzać Coffee House. Znalazł tu przyjaźń, serdeczność, zaczął poważnie myśleć o terapii w ośrodku. Kiedy w szpitalu rozmawiał z Dawidem, w jego oczach widziałem jakiś błysk, który próbował przebić się przez chmury kłopotów, w których tkwił. Był w przededniu ważnych decyzji. Potrzebował modlitwy.

Wielu ludzi znajduje się w podobnej sytuacji, ale każdy przypadek jest szczególny, każdy człowiek najważniejszy! "Ratuj wydanych na śmierć, a tych, których się wiedzie na stracenie, zatrzymaj" (Prz 24,11) - to biblijne motto przyjęliśmy podczas pierwszej konferencji "Powołanie i Pasja" i powinniśmy być mu wierni. Może nie wszystkich uratujemy, ale przynajmniej powinniśmy spróbować ich zatrzymać. Trzeba wykorzystać każdą nadarzającą się okazję.

W ostatnią niedzielę dowiedziałem się, że Bogdan, nasz inny znajomy z ulicy, zmarł. Wiadomość przyszła nagle, ale choć smutna, napawała wdzięcznością dla Boga. Kto mógł przypuszczać, że Bogdan tak szybko odejdzie? Przychodził najpierw do misyjnej jadłodajni, a później do Coffee House'u. Tu spędziliśmy z nim długie godziny na rozmowie, a właściwie na słuchaniu. Miał poważne problemy ze zdrowiem. Później spotkałem go w środę na nabożeństwie. Odkrył, że jest zbór! Mówił, że jest mu w nim "tak wspaniale". 20 sierpnia, podczas wieczornego nabożeństwa wyszedł do przodu do modlitwy i oddał życie Jezusowi.

Zapytany na spotkaniu w Misji, podczas kursu "Alfa", czym dla niego jest Kościół, odpowiedział:
- Dla mnie Kościół to jest to miejsce, to Misja "Nowa Nadzieja". Tutaj nakarmiliście mnie, ubraliście mnie, pokazaliście mi Boga, jakiego nigdy nie znałem, i tutaj mogłem stać się Bożym dzieckiem. Tutaj zostałem potraktowany jak człowiek i wiem, że jest ktoś na tym świecie, dla kogo jestem ważny, kto mnie szanuje i gotów jest mi pomóc.

Ufamy, że dziś jest w wieczności z Panem. Zdążył. Znalazł Kościół. I znalazł wieczne schronienie.

"Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny" (J 3,16). Bóg ukochał człowieka. Ukochał tak bardzo, że dał swego Syna, który "ogołocił się, przyjąwszy postać sługi"2. Cóż wielkiego uczynimy, jeśli czasem zamienimy swój odświętny strój na ubranie robocze?

Przeczytałem gdzieś, że Jezus koncentrował się na ludziach, a nie na realizowaniu projektów (ang. people oriented, not project oriented). Jakże łatwo w działalności misyjnej zgubić ten największy cel, którym jest człowiek. Jego miejsce zajmują: zadanie, służba, projekty, seminaria, szkolenia, konferencje… Pan Jezus powiedział, że szabat został ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu (Mk 2,27). Uświadamiam sobie coraz częściej, że nasza misja też została przez Niego pomyślana dla człowieka, a nie odwrotnie. __

 


Przypisy:

  1. Matka Teresa, "Pójdź, bądź moim światłem". Prywatne pisma "Świętej z Kalkuty", Kraków 2008.
  2. Flp 2,7; Nowy Testament w przekładzie R. Popowskiego SDB, Warszawa 2000.