Exodus młodych

Piotr Zawadzki

Story

 

 

 

Kościół jest pokoleniowy. Nie powinien być niczym zdominowany, ani przez subkulturę ludzi starszych czy tradycjonalistycznie nastawionych do życia, ani też przez młodych, żyjących tym, co tu i teraz. Kościół nie może być miejscem typowej dla społeczeństwa pokoleniowej przepychanki czy nawet wojenki, w której młodzi depczą po autorytecie starszych a starsi blokują pasję młodych. Tak przynajmniej podpowiada nam zdrowy rozsądek. Okazuje się jednak, że zdroworozsądkowy ideał daleko ma się do kościelnej rzeczywistości. Do czynienia przeważnie mamy ze zborami, których kultura oddaje ideę kościoła subkulturowego, a nie kościoła dla wszystkich pokoleń. Wygrywa subkultura starszego pokolenia, choć coraz częściej pojawiają się zbory, które stoją po drugiej stronie barykady. Obie opcje są skrajnym podejściem do kwestii pokoleń i ich wpływu.

Z racji częstego „zwycięstwa” subkultury starszego pokolenia doświadczamy odpływu młodych ludzi z Kościoła. Chcielibyśmy otwarcie móc powiedzieć: młodzi odchodzą, ponieważ świat wciąga ich swoimi mackami. Tak jednak nie jest. Młodzi pozostawiają Kościół nie tylko z powodu buntu, kryzysu swoich wartości itp. pozostawiają go, ponieważ nie ma w nim zbyt wiele rzeczy związanych z ich życiem. Jeśli wystarczająco długo daje się im odczuć, że są w zborze piątym kołem u wozu, dlaczego następuje potem zdziwienie, jeśli w końcu zrozumieją wiadomość i opuszczą go?

Mogłyby teraz posypać się głosy krytyki – „przecież nikt z nas nie mówi młodym, aby sobie poszli”! Fakt, taki komunikat jest... niewerbalny. Przekaz ma miejsce w zupełnie inny sposób – nie chodzi tu o to, co się komunikuje, ale o to, jak się komunikuje. To, że bezpośrednio nie padły żadne słowa, nie jest tak istotne, jak klimat, który tworzymy w zborze – czy jest to atmosfera otwartości, czy negacji.


Brak przestrzeni
Pierwszym komunikatem jest brak przestrzeni. Notoryczne pokazywanie młodym, że nie ma dla nich miejsca, jest bardzo wyraźnym sygnałem. Jak to komunikujemy? Jeśli jedyną rzeczą jaką się robi, to ciągłe zakazywanie młodzieży podejmowania inicjatywy, jeśli za każdym razem słyszą „nie” – bo to za nowoczesne, za szalone, za kontrowersyjne (za młode) w pewnym momencie pomyślą, że nie skreśla się tylko ich pomysłów, ale skreśla się ich samych... Zdrowy rozsądek podpowiada, że nie warto być w Kościele, który jest na „nie”. Ciągłe tłamszenie inicjatywy produkuje albo konformistów, albo ludzi głęboko zbuntowanych – obydwie opcje są fatalne w skutkach. Brak przestrzeni jest też bardzo silnym komunikatem dla ludzi spoza Kościoła – „tutaj nie zaakceptują twojego podejścia”.


Brak możliwości rozwoju
Obecność młodych na kazalnicy jest jednym z podstawowych sygnałów mówiących o tym, dla jakiego pokolenia jest miejsce w kościele. Obserwujemy wspólnoty, w których nie widać na kazalnicy młodych, jeszcze niedoświadczonych mówców. Widzimy też takie, które są oddane idei rozwijania nowego pokolenia w tej służbie. Oczywiście chodzi o równowagę, a najbardziej oczywistym rozwiązaniem będzie kazalnica otwarta na głos wszystkich pokoleń. Każde pokolenie bowiem ma coś, do przekazania i ma coś czego może nauczyć pozostałych. Głos młodych, szczególnie współcześnie, jest bardzo istotny – ponieważ to przyszłość Kościoła. Rozwój w tym względzie zakłada też akceptację porażek i naukę przez błędy. Nie ma jednak wielkich kaznodziei, którzy by nie zaczynali od kiepskich kazań wygłoszonych na początku swojej drogi. Zezwolenie na rozkwit nowych kaznodziejskich talentów na początku może się odbić obniżeniem poziom nauczania, lecz z czasem okaże się pomnożeniem potencjału Kościoła i jego wpływu na społeczeństwo.


Jedna forma
Kościół to kolaż, składający się z różnych elementów. Jest też mieszanką subkultur. To powinno być w pewnym sensie widoczne na nabożeństwach. Nie mają być one ukłonem w jednym kierunku, ale kompromisem. Jeśli kościół będzie miał charakter tylko młodzieżowy – straci starszych. Zasada działa też odwrotnie. Jeśli forma uwielbienia będzie tylko tradycyjna – bez elementów nowoczesności – będzie tylko formą wyrazu dla ludzi starszych, formą wyrazu w której niewielu młodych się odnajdzie. To samo odnosi się do kazań itp. Przez te elementy możemy młodemu pokoleniu powiedzieć albo „jesteście tu mile widziani”, albo „wynocha”. Oczywiście możemy zmuszać młodzież do dostosowania się, możemy też wymyślić całkiem przekonującą historyjkę, że Pan Bóg woli pieśni pielgrzyma, ale czy nie jest to czasem bezsensowna polityka siły? Czy nie lepiej pamiętać o potrzebach wszystkich? W końcu Pan Jezus nie ma ulubionego śpiewnika i tak samo możemy wyrazić Mu naszą miłość – przez archaizowany hymn czy nowoczesny utwór z kościoła Hillsong.


Głupie wymówki
Młodzi odchodzą nie dlatego, że ich naturą jest popełnianie błędów i bunt. To głupia wymówka, którą stosujemy, by uzasadnić naszą niemoc. Młodzi odchodzą (lub się nie pojawiają) bardzo często z innego powodu – bo kościół ich nie akceptuje i nie tworzy warunków, w których mogliby stawać się uczniami Jezusa. Wyzwaniem dla nas wszystkich jest tworzyć przestrzeń rozwoju dla młodzieży, dawać jej szansę kształtowania Kościoła i jego wartości, rozumiejąc, że błędy są częścią uwalniania potężnego potencjału, który poprowadzi w nowe i nieodkryte jeszcze możliwości XXI wieku.