Budowanie kościoła dla młodego pokolenia

Marek Kamiński

Story

 

 

 

Z dezaprobatą słuchałem niegdyś wiadomości o chrześcijanach z dalekiego Zachodu, którzy potrafili odejść ze swojego błogosławionego zboru, by przyłączyć się do innego tylko dlatego, że tam była lepiej zorganizowana praca dla dzieci i młodzieży. Tak, byłem oburzony i uważałem, że taka postawa jest nieetyczna i mało duchowa. Dzisiaj już się nie oburzam. Jakie są powody, dla których coś się w moich przekonaniach zmieniło? Powody są dwa. Jeden ma lat osiemnaście, drugi dwanaście. Dla tych dwóch powodów – Beniamina i Noego, naszych synów – najlepszym zborem wydaje mi się być ten, do którego oni będą chcieli uczęszczać, z którym będą się utożsamiać. Taki, który przede wszystkim wprowadzi ich na drogę uczniostwa. Z góry przepraszam wszystkich potencjalnych oburzonych. Szczególnie przepraszam wspaniałych rodziców, którym wychowanie dzieci nie przyniosło żadnych zmagań czy wyzwań. Nie uznaję kompromisów wiary, ale dla zbawienia moich dzieci (lub może bardziej patetycznie – młodego pokolenia) jestem gotowy zrobić wszystko.

Zakładamy, świadomie lub podświadomie, że nasze dojrzałe pokolenie jest lepsze od pokolenia naszych dzieci. Przyglądamy im się uważnie z odrobiną twórczej nieufności. Skoro zaś jesteśmy lepsi, mamy doświadczenie życiowe, to my zawsze wiemy lepiej. Czyżby? Bądźmy szczerzy. Rodzice nakazują dzieciom dobrze się uczyć i otrzymywać dobre oceny. Gdy jednak przypadkiem ktoś zajrzy do świadectw szkolnych taty lub mamy, ze wstydem muszą przyznać, że wcale nie uczyli się lepiej od swoich dzieci. Jeśli jesteśmy uczciwi, uświadamiamy sobie, że młode pokolenie nie jest mniej godne zaufania od nas, gdy my byliśmy w ich wieku. Potem, gdy przyszedł czas odpowiedzialnego życia, nie zawiedliśmy – stać nas było na dobre decyzje i godne pochwały życie. Również i oni, we właściwym czasie, będą godnymi kontynuatorami Królestwa Bożego i służby Pańskiej.


MŁODE POKOLENIE JEST RÓWNIE GODNE ZAUFANIA, JAK MY
Warto zadać sobie inne pytanie związane ze stanem moralnym współczesnego świata. Wydaje się rzeczą oczywistą, że grzech się rozmnożył jak nigdy dotąd, a moralność dotknęła dna. Czy pokolenie młodych jest grzeszne i zepsute? Teraz znowu przeskoczę na nutę bardziej subiektywną, bo wspominać będę grzechy swojej młodości. Niekoniecznie mam się czym chwalić. Moje zachowania, decyzje i stan serca bywały pożałowania godne – Bóg okazał mi łaskę. Patrzę na pokolenie dzieci, porównuję z sobą i co? Częściej rozpiera mnie duma niż wstyd, bo młodzi są wspaniali, wcale nie są gorsi, wcale nie mniej godni zaufania. Kochają Boga, poświęcają się służbie, wykazują gorliwość równie mocno, jak my. Młodzi są tak samo piękni i… tak samo grzeszni, jak my, ojcowie.

Postawiłem sobie bowiem za cel zastanowienie się, dla kogo i w jaki sposób budujemy Kościół. Śmiało postawmy trudne pytania. Dla kogo budujemy Kościół? Dla kogo Kościół ma być zrozumiały? Do czyich upodobań ma być dostosowany? My, dojrzali chrześcijanie, pastorzy, starsi, liderzy i kaznodzieje służymy innym, sami niewiele chcąc dla siebie. Jako rodzic powiem, że moim marzeniem jest, żeby pozostawić po sobie Kościół będący domem nie dla mnie, lecz dla młodych, choć zewnętrznie są tacy inni, wychowani w innych warunkach. Ten inny świat przekłada się na inny kształt Kościoła. Dla przykładu, mój świat komunikacji to listy, które docierały do adresata po kilku tygodniach. Pisaliśmy długie epistoły, opowiadaliśmy tam historie. Nawet nasze kościelne pieśni były historiami do opowiedzenia. Młodzi esemesują, czatują, nie potrafią opisywać świata jak my, we wszystkim stosują skróty, a ich pieśni uwielbienia to dziesiątki razy powtarzane hasełka. A jednak Jezus jest ten sam – ich i nasz Jezus.


ATMOSFERA MIĘDZY POKOLENIAMI ZABIJA LUB OŻYWIA PRZYSZŁOŚĆ
Jaka jest obecnie atmosfera między pokoleniem ojców i dzieci? Jaki ma wpływ na przyszłe wydarzenia? Ostatnie wersety Starego Testamentu opisują to następująco: „Oto poślę wam proroka Eliasza, zanim przyjdzie wielki i straszny dzień Pana, i zwróci serca ojców ku synom, a serca synów ku ich ojcom, abym, gdy przyjdę, nie obłożył ziemi klątwą” (Ml 3,23-24). Prorok Malachiasz wskazuje, że tam, gdzie nie ma zwróconych ku sobie z życzliwością, miłością i przychylnością serc, tam pojawia się przekleństwo. Klucz jest w twoim sercu, a jest nim zdolność do stworzenia odpowiedniej atmosfery współistnienia pokoleń. Możesz tworzyć atmosferę niechęci, oskarżeń, niezadowolenia, podejrzliwości, odruchów obronnych, unikania niewygodnych sytuacji i braku poczucia bezpieczeństwa. A możesz spróbować stworzyć atmosferę piękną, opartą na miłości, zaufaniu, zachętach, przyzwoleniu na uczenie się i popełnianie błędów. Dodałbym jeszcze dumę, szacunek i gotowość do poświęcenia dla innych. Atmosfera między pokoleniami zabija lub dodaje skrzydeł. Nieustannie, codziennie, w każdej sytuacji tworzymy, werbalnie i niewerbalnie, atmosferę naszych relacji. Nasz Kościół przyszłości budujemy według wzorca budowania atmosfery.

Bardzo dobrze pamiętam pewne duchowe przeżycie sprzed wielu lat, gdy byłem pastorem. Pewnego dnia Pan Jezus powiedział do mnie wyraźnie, że jestem złym pastorem i że mam się natychmiast poprawić. Co się stało? – zapytałem. Czy znasz imię każdego dziecka w zborze? Czy witasz się z nimi, poświęcając im uwagę i czas? Odpowiedź brzmiała: Nie! Więc się nawróć – usłyszałem. Wkrótce nauczyłem się imion wszystkich dzieci, dbałem o to, by witać się i chwilę z nimi porozmawiać. Od tego momentu stałem się również pastorem dzieci.


STAŁEM SIĘ PASTOREM DZIECI
Musimy być jeszcze bardziej praktyczni. Co możemy zrobić? Aby ojciec (pastor, starszy zboru, lider) mógł pozyskać młode pokolenie, musi znaleźć dla nich czas. Pastorze, kiedy ostatnio spotkałeś się ze swoim liderem młodzieży lub opiekunem dzieci? To oczywista prawda, że Twój czas i chęć spotkania uszczęśliwią ich. Podziel się swoją wizją dla zboru. Znajdź czas, żeby zrozumieć ich serca.

Słuchaj, aby zrozumieć. „Wiara pochodzi ze słuchania” – powiedział apostoł Paweł. Ze słuchaniem wiąże się także możliwość poznania i zrozumienia drugiego człowieka. Zdolność do wysłuchania z zainteresowaniem należy w dzisiejszych czasach do rzadkich umiejętności. Dużo chętniej mówimy o sobie. Zauważyłem jednak, że w wielu przypadkach ludziom wystarczy, że ktoś chce ich wysłuchać i zrozumieć. Młodzi marzą o tym, żeby zostali wysłuchani przez ojców. Chęć słuchania i zrozumienia to jeden z największych prezentów, jakie możemy im podarować. Przy okazji odkrywamy ich bogate wnętrze, lęki, frustracje i marzenia. Poświęcając czas na kontakt z młodzieżą, może uda ci się odkryć prawdziwy skarb.

Zaufaj, powierzając zadania, a potem dopinguj, zachęcaj, pocieszaj po porażkach, w końcu, pomagaj snuć marzenia na przyszłość. Wielu zborowych „Janków Muzykantów” nigdy nie zostało odkrytych, bo nikt nie przejmował się ich odkrywaniem. Boję się, że między nami byli potencjalni pastorzy, ewangeliści, nauczyciele, liderzy, którzy nigdy nie zostali odkryci. Zbór jest miejscem rodzenia i wykuwania talentów. Wiąże się z tym ciężka i żmudna praca, ale to być albo nie być naszej przyszłości. Nie ma jutra Kościół, który dba jedynie o dzień dzisiejszy.

Dotknę teraz skrótowo zagadnienia bardzo złożonego – przekazywania młodym swojego miejsca w przywództwie. Tylko wymiana we właściwym czasie i na odpowiednią osobę przyniesie błogosławieństwo. Przygotowanie do służby i przekazanie przywództwa to dość długotrwały i trudny proces. Moje pokolenie wciąż ma poczucie, że tyle jeszcze możemy zrobić i dla Pana, i dla ludzi. Owce potrzebują nie tylko dynamicznych działaczy, ale ojców dających poczucie bezpieczeństwa i stabilności. Jest też element materialny – ofiary na utrzymanie rodziny oraz brak dostępności innego sposobu zarobkowania nie pozwalają na beztroskie pozbywanie się wciąż aktywnych dojrzałych przywódców. Zmiana pokoleniowa nie powinna być gwałtowna i nieprzemyślana, mądrością jednak będzie harmonijne współdziałanie pokoleń w przewodzeniu Kościołowi i zapewnienie młodym dobrego startu w służbie, a zmiany niech następują w wybranym przez Boga czasie. Gdy jednak przyjdzie przebudzenie, a wraz z nim obfitość nowych owiec i zborów, będziemy bardziej narzekać na brak dojrzałych duchowo przywódców niż na problemy z przekazywaniem urzędów młodszemu pokoleniu.


BĘDZIEMY DUMNI Z NASZYCH DZIECI
Jaka zatem przed nami droga? Szczerze mówiąc, że nie jestem pewien. Jest jednak coś, o czym jestem głęboko przekonany. Kościół w Polsce będzie coraz bardziej odpowiadał współczesności. Moje pokolenie coraz słabiej będzie sobie radziło z gwałtownymi przemianami społecznymi, a „za rogiem” już czekają na rozwiązanie sprawy, z którymi nie potrafimy sobie jednoznacznie i skutecznie poradzić. Gdybyśmy to my musieli brać wyłączną odpowiedzialność za rozwój Królestwa Bożego, nie dalibyśmy rady. To naszych synów i córki powołał Bóg, by Królestwo Boże poszerzało się pod ich dowództwem w nowej, zbliżającej się rzeczywistości. Nie zmieni się Pan Jezus – On na wieki jest ten sam. Podobnie, nie zmieni się Ewangelia. Zmieni się jednak oblicze Kościoła Jezusa Chrystusa. Będzie to Kościół, którego forma i sposób usługiwania przypominać będzie cywilizację, w której żyjemy. Im szybciej przestawimy się na nowe, tym mniej boleśnie te zmiany przeżyjemy. Z pełnym zaufaniem, życzliwością i dumą poślemy następne pokolenie na żniwo dusz dla Jezusa Chrystusa. Plon będzie obfity. Młody Kościół będzie piękny.